Adres: ul. Wilcza 31 m.7 kl.A (IV p.)
  00-544 Warszawa
Telefon: 22 46 800 65
  53 58 800 65
 Adres e-mail:  sekretariat@pratir.pl

 RODO

 

 

Rejestracja jest czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00-20.00.

 RODO

  •  
  •  

Wszystko przez rodziców - Martyna Figurska dla Charakterów

CharakteryEwa drży z niepewności: czy mąż naprawdę ją kocha, a może tylko przywiązał się do jej dobrej kuchni i jest wdzięczny za to, że dba o dzieci i dom? Czy jest wystarczająco dobra w swoim fachu – ile razy szef wzywa ją do siebie, boi się, że dostanie wypowiedzenie. Choć ostatnio awansowała, ma wątpliwości, czy na to zasługuje. Widzi swoje braki i niedociągnięcia. - Patrzę na siebie tak, jak patrzyła na mnie matka, ciągle niezadowolona z moich ocen i wyglądu. Tak jakby od moich piątek zależało to, czy ojciec wróci z pracy trzeźwy czy pijany - wzdycha ciężko Ewa. Chce pokierować pokierować swoim życiem tak, by przeżyć je najlepiej, najpełniej, zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, potrzebami i marzeniami. Czasami jej się to udaje, czasami zaś paraliżuje ją lęk i niepewność. Ma wrażenie, że cień przeszłości, dzieciństwa w rodzinie alkoholowej oddziela ją od męża, dzieci, współpracowników, przyjaciół... Winą za swoje trudności w relacjach z ludźmi oskarża rodziców.

W poszukiwaniu źródeł naszych problemów – tak jak Ewa – często docieramy do rodziców. W ich sposobie traktowania siebie wzajemnie, dzieci, w historii ich życia szukamy tych zachowań, przekonań, wierzeń, uczuć, które mogą wyjaśnić, dlaczego nasze życie wygląda właśnie tak. Rodzice mają ogromny wpływ na nasze życie, to oni jako pierwsi pokazują nam świat. To, co wynosimy z domu rodzinnego jest pierwszym, podstawowym zbiorem uczuć i informacji, które jako dzieci traktujemy jako oczywiste prawdy na temat świata. Gromadzenie informacji, porównywanie ich i umiejętność krytycznego spojrzenia pojawia się znacznie później. Rodzice są naszymi przewodnikami w każdej dziedzinie życia – od zwykłych codziennych zadań po skomplikowany świat uczuć i relacji międzyludzkich.

Sposób budowania więzi z matką, a później także z ojcem, jest wzorem naszych przyszłych relacji z innymi ludźmi. To oni pokazują nam, czym jest bliskość i zaufanie, jak radzić sobie z emocjami. Od tego, czego doświadczymy w rodzinnym domu, zależy jak bardzo będziemy ufni wobec świata i ludzi, według jakiego „wzoru” będziemy się kontaktować z innymi.

Na dalszym planie

Gdy rodzice są źródłem w większości dobrych, bezpiecznych doświadczeń, chcemy być do nich podobni. Wybieramy ten sam lub podobny zawód, mamy podobny gust, styl ubierania się, czasami dzielimy z nimi zainteresowania. Chcemy, by nasz związek wyglądał podobnie jak związek rodziców, tworzymy własne tradycje w oparciu o to, co wynieśliśmy z domu, chcemy być podobnymi rodzicami dla swoich dzieci.

Bywa jednak, że dom jest źródłem złych, traumatycznych wspomnień. W rodzinach z problemem uzależnienia rodziców poczucie bezpieczeństwa dziecka jest poważnie zachwiane. Uzależnienie – najczęściej od alkoholu – wyznacza rytm życia całej rodziny. Podczas gdy jedno z rodziców koncentruje swoje życie wokół picia, drugie zwykle podejmuje wysiłki, by zminimalizować skutki nałogu i zmotywować różnymi sposobami partnera do abstynencji. W efekcie oboje rodzice zaprzątnięci są kwestią nałogu i poradzenia sobie z nim. Dzieci schodzą na dalszy plan. Oboje rodzice pochłonięci są walką z nałogiem, nierzadko walką ze sobą nawzajem. W takim domu nie tylko nie rozmawia się o emocjach, ale także nie ma miejsca na przeżywanie znacznej części uczuć. Rodzic uzależniony silnie tkwi w mechanizmach zaprzeczania dotyczących picia: zaprzecza istnieniu problemu, minimalizuje jego skutki, usprawiedliwia się, szuka wymówek, racjonalizuje swoje zachowanie znajdując dla niego uzasadnienie. Od czasu do czasu wiedziony poczuciem winy obiecuje poprawę i stara się szybko nadrobić zaległości w kontaktach z rodziną. Wierzy, że podjętymi naprędce działaniami zmyje swoje winy, otrzyma przebaczenie współmałżonka i dzieci. Stwarza pozory, że wszystko jest w porządku. Zdarza się, że zaczynają w to wierzyć również partner i dzieci. Wszyscy przecież tęsknią za normalnością, spokojem i ciepłem. Ułuda trwa do kolejnego cyklu picia czy innego nałogowego zachowania.

Dziecko czuje się wówczas zagubione i porzucone. Stara się znaleźć dla siebie miejsce w rodzinie i przystosować do panującej sytuacji. Często staje się emocjonalnie dorosłe, rezygnuje ze swoich naturalnych, dziecięcych potrzeb, sądzi bowiem, że w ten sposób pomoże rodzicom. Przejmuje na siebie dużą część obowiązków, zajmuje się rodzeństwem, dobrze się uczy. Jest dojrzałe ponad swój wiek i w ten sposób zapewnia sobie uznanie i podziw dorosłych – nie tylko rodziców, ale także innych opiekunów czy nauczycieli w szkole. Na przeciwnym biegunie znajdują się dzieci, które nie potrafią stworzyć spójnej strategii radzenia sobie. Są zagubione, rozkojarzone, trudno jest im skupić uwagę na jednej sprawie przez dłuższy czas. Nie wchodzą z nikim w głębszą relację, są samotne i trzymają się na uboczu.

Bezsilne w złości

Część dzieci radzi sobie, pozornie bagatelizując domowe kłopoty. Dbają o dobrą atmosferę, starają się rozładowywać napięcia i spory. Często sprawiają wrażenie pogodnych i zadowolonych, chwilami mogą się wydawać wesołkowate. Unikają konfliktów, rozładowując je poczuciem humoru.

Niezależnie jednak od sposobu radzenia sobie z trudną sytuacją domową, dzieci zawsze ponoszą jej konsekwencje emocjonalne. Dla znacznej części uczuć, jakie przeżywają, nie ma w domu miejsca. Z reguły są zaangażowane w to, co dzieje się między rodzicami, którzy nie udzielają dzieciom rzetelnego wsparcia, akceptacji, uwagi.

Dzieci alkoholików doświadczają samotności, żalu, poczucia krzywdy i niesprawiedliwości, czują złość – i nie ma nikogo, kto mógłby przyjąć te uczucia, wysłuchać, przede wszystkim zaś potwierdzić, że to naturalne emocje i że ich przeżywanie nie jest niczym złym ani wstydliwym. Dziecko uczy się żyć rytmem nałogu – napięcia spowodowanego piciem, poczucia winy, chwilowego spokoju i ponownego wzrostu napięcia. Wie, że czas spokoju zawsze ma swój koniec i czujnie wypatruje oznak zbliżającego się kolejnego cyklu picia. Niektóre dzieci częściowo przejmują na siebie odpowiedzialność za uzależnienie rodzica. Czują złość na oboje rodziców lub tylko na jedno z nich – na tego, kto pije lub na drugiego rodzica, obwiniając go o picie partnera. Częstym uczuciem jest złość na niepijącego rodzica o to, że nie reaguje, nie podejmuje stanowczych kroków, które mogłyby zmienić zaistniałą sytuację. Czasami magicznie wierzą, że gdyby niepijąca matka/niepijący ojciec byli inni lub zachowywali się inaczej, nie prowokowaliby nałogowego zachowania, mogliby mu zapobiec. Czasami zaś wprost domagają się odejścia od uzależnionego partnera i stworzenia nowego, spokojnego domu. Chcą, by dorosły wziął odpowiedzialność za los rodziny, zapewniając dzieciom bezpieczeństwo. Kiedy tak się nie dzieje, czują się zdradzone i porzucone. Żyją z przekonaniem, że ich potrzeby są nieważne lub niewystarczająco istotne, by poświęcać im czas i uwagę. Uczą się, że nie można na nikim polegać i nie warto ufać, bo dorośli zawodzą. W przyszłości trudno im stworzyć spokojny związek, oparty na zaufaniu i bliskości, bo to kojarzy się z porzuceniem i zostawieniem. Spokój wzbudza czujność i niepokój, że za chwilę wydarzy się coś złego. Często pojawia się chęć kontrolowania otoczenia, tego co się dzieje. Trudno im się odprężyć i po prostu cieszyć chwilą.

Zdarza się, że dziecko złości się na uzależnionego rodzica, jednak nie potrafi okazać złości czy rozczarowania zachowaniem niepijącego rodzica. Staje się jego pocieszycielem, powiernikiem, przyjacielem. Mierzy się ze sprawami zarezerwowanymi dla ludzi dorosłych, co jest obciążeniem ponad jego siły. W swoim dorosłym życiu może mieć tendencję do nadodpowiedzialności, angażowania się w sprawy innych osób, niesienia im pomocy często nadwerężając swoje zasoby i środki. Nawet gdy czasem czuje złość, zawód czy żal, szybko w to miejsce pojawia się poczucie winy. To bardzo utrudnia, a często skutecznie uniemożliwia jasne wyrażanie swoich potrzeb, chronienie swoich granic, dbanie o siebie.

Uczucia na huśtawce

Jak z takim doświadczeniem stworzyć swoją własną, szczęśliwą rodzinę? Gdy DDA stają sami się rodzicami, część lęków i przeżyć z dzieciństwa przypomina się. Wracają wspomnienia, myśli, uczucia. Często DDA postanawiają ułożyć swoje życie zupełnie inaczej, nie dopuścić do tego, by przykre emocje stały się udziałem ich partnerów i dzieci. Próbują stworzyć relacje, których nie znają z bezpośredniego doświadczenia, ale widzieli je w rodzinach rówieśników i we własnych marzeniach. Co prawda nie mają jasnej i wyraźnej wizji, jak ma wyglądać ich życie, ale dobrze wiedzą, jakiego życia nie chcą. Podporządkowują działania temu, czego się nie chce i temu, czego nie wolno robić. Bywa, że jest to działanie nieskładne i bez jasno sprecyzowanego celu, a najistotniejsze jest w nim unikanie tego, co boleśnie znane z dzieciństwa. Jednocześnie działaniom tym towarzyszyć może ciągła obawa o własne dzieci, niepewność, czy ich życie nie jest odzwierciedleniem losu któregoś z rodziców. W efekcie, choć DDA są pewni, że chcą dla swoich życia lepszego niż oni mieli w przeszłości, nie wiedzą jak to zrobić.

Dużą część wzorców zachowania powielamy automatycznie, bezwiednie. Ze stabilnych, bezpiecznych domów wychodzimy wyposażeni w pewien zakres konstruktywnych umiejętności budowania relacji z innymi ludźmi. W domu, w którym był problem uzależnienia, te umiejętności nie są rozwijane. Często zatem DDA wątpią, czy dobrze postępują z własnymi dziećmi. Zastanawiają się, czy sposób, w jaki traktują dzieci jest dla nich dobry, bezpieczny, czy przyniesie zamierzony skutek, czy zaowocuje tym, że dzieci będą szczęśliwe… Takie pytania zadaje sobie wielu rodziców, przeżywając zwątpienie, bezradność, niepewność i lęk. Uczucia te mogą być jednak znacznie silniejsze u osób, które w dzieciństwie nie czuły się bezpiecznie. U takich osób często obserwuje się chwiejność w relacjach z dziećmi – od nadmiernej pobłażliwości w imię tego, by „dziecko miało lepiej niż ja” po zwiększoną surowość: „tyle masz i nie doceniasz”; od olbrzymiej miłości, czułości i chęci bycia blisko dziecka po złość, zazdrość i chęć odreagowania na nim stresu ze swojego dzieciństwa. Trudno w tym znaleźć granicę między tym, co jeszcze rozsądne a tym, co jest przesadzone.
W domach, gdzie nie mówi się o uczuciach, nie okazuje się zarówno złości, jak i miłości, dzieci uczą się nie przeżywać uczuć. Znają różne sposoby, by je stłumić. Nie potrafią w pełni odczytywać tego, co same czują, ani odczytać tego, co czują inni ludzie, co w dorosłości może utrudniać zbudowanie relacji ze swoim dzieckiem. Często otwierają się wtedy stare rany – DDA stają przed trudnym zadaniem uporania się ze swoimi uczuciami w stosunku do rodziców. Paradoksalnie znalezienie dostępu do tego, co trudne może stać się w przyszłości źródłem spokoju i większej pewności siebie. Może także pomóc w przerwaniu międzypokoleniowej sztafety. Kontakt ze swoimi emocjami pomaga w nawiązywaniu lepszego kontaktu zarówno ze swoimi rodzicami, jak i ze swoimi dziećmi.

Martyna Figurska - psycholog, psychoterapeutka, terapeutka uzależnień