Adres: ul. Wilcza 31 m.7 kl.A (IV p.)
  00-544 Warszawa
Telefon: 535 880 065
  502 567 840
 Adres e-mail:  sekretariat@pratir.pl

Rejestracja jest czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00-20.00.

RODO

  •  
  •  

Miłość bez motyli - Martyna Figurska

To co było fascynujące w narzeczonej, w żonie drażni. Po kilku latach wspólnego życia w partnerze dostrzegamy „skąpstwo”, a nie „oszczędność”, którą się kiedyś zachwycaliśmy. Kto się zmienił – on/ona w swoim zachowaniu czy ja w swojej ocenie?

Niezależnie od tego, czy składamy przysięgę: „...oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci” czy nie, wszyscy chcemy żyć w trwałych i szczęśliwych związkach. Wyobrażamy sobie, że  euforia towarzysząca początkowej fazie związku, nigdy nie osłabnie, że miłość zawsze będzie dodawała nam skrzydeł. Wszak partner posiada w naszych oczach same zalety i wydaje nam się, że nie ma takich przeszkód, których nie zdołalibyśmy razem pokonać - jesteśmy gotowi przyjąć i zaakceptować w nim/w niej nieomal wszystko. Wraz z upływem czasu, gdy na widok partnera nie czujemy już motyli w brzuchu, a uniesienia zastępuje rzeczywistość, weryfikujemy dotychczasowe wrażenia.

Bagaż kochanków

Oprócz dobrej woli i pragnienia szczęścia do związku wnosimy rodzinne dziedzictwo - wyobrażenia i przekonania jaki powinien być związek, jakie role w nim pełni kobieta a jakie mężczyzna. Na ich podstawie tworzymy własną rodzinę. Jak w tych swoich wyobrażeniach i oczekiwaniach spotkać się z drugą osobą? Problemy pojawiają się, gdy okazuje się, że część przekonań wyniesionych z domu nie ma zastosowania w naszym związku lub są sprzeczne z przekonaniami partnera. Kto gotuje a kto sprząta, jak wydamy zarobione pieniądze, jak będziemy spędzać święta – to wszystko wymaga szczegółowych ustaleń.

Sęk w tym, że wyniesione z domu rytuały i zwyczaje są dla nas oczywiste i naturalne. Podobnie dla naszego partnera oczywisty i naturalny może być zbiór innych przekonań na ten sam temat. Oczywistości umykają naszej uwadze, często są niewidoczne, więc trudno się o nich rozmawia... I tak, krok po kroku, dbając o własne dziedzictwo przekonań, zwyczajów i rytuałów, coraz bardziej oddalamy się od partnera, coraz mniej wspólnego mamy ze sobą. Z czasem rozbieżności stają się tak ogromne, że nawet krzywo ustawiona szklanka na suszarce może doprowadzić do kolejnej awantury.
Sposób w jaki budujemy relację z partnerem to kalka obserwacji z dzieciństwa – sposobu komunikowania się ze sobą rodziców, ich wzajemnego odnoszenia się do siebie, okazywania czułości i bliskości, rozwiązywania konfliktów. Jeśli związek rodziców był chłodny i zdystansowany lub dochodziło w nim do przemocy, to ich dzieciom w przyszłości też będzie trudno zbudować ciepłą i bezpieczną relację w związku. Lęk przed bliskością, przekonanie, że w związku/małżeństwie ludzie wzajemnie się ranią lub wykorzystują są poważną przeszkodą, by zaangażować się w tworzenie własnej rodziny. Takie przekonania działają często jak samospełniające się proroctwo. Nie znając innych sposobów tworzenia relacji, nieświadomie sięgamy po to, co znamy z własnego domu, nawet jeśli są to zachowania nieadekwatne czy dysfunkcyjne. Kiedy mija zapała związany z zakochaniem do głosu dochodzi nasza nieufność, dystans czy nadmierna kontrola. Powodują one, że coraz trudniej jest odtworzyć pierwotną intymność, zaufanie i ciepło, a coraz łatwiej o konflikt. W naszych emocjach partner przestaje być tym, kim faktycznie jest, a staje się postacią z naszej przeszłości - chłodną matką lub niedostępnym emocjonalnie ojcem. Szczególne trudności mogą przeżywać osoby dorastające w rodzinach dysfunkcjonalnych, gdzie któreś z rodziców nadużywało alkoholu lub dochodziło do przemocy. Często lęk i nieświadome emocje z przeszłości są tak silne, że uniemożliwiają rozmowę na ten temat. Dzielenie się z partnerem/współmałżonkiem swoimi przeżyciami, swoim sposobem widzenia świata nie tylko pomaga we wzajemnym poznawaniu się, ale także pozwala sprawdzić, czy to co przeżywam odnosi się faktycznie do tego, co dzieje się obecnie między mną a partnerem, czy też jest echem przeszłości.

Miłość na dystans

Na pewnym etapie związku różnice między partnerami mogą nabrać ostrości i spowodować, że partnerzy zajmą stanowiska na przeciwległych biegunach. Są dla siebie nawzajem punktem odniesienia – im bardziej rozrzutna jest żona, tym bardziej mąż staje się oszczędny, im większy bałagan w domu robi mąż, tym częściej żona urządza generalne porządki. Oboje w tym związku są przyczyną i skutkiem problemu. Spirala nakręca się i dystans rośnie. Z czasem różnica staje się nie do zniesienia, zwłaszcza gdy polaryzacja przebiega w związku na kilku płaszczyznach jednocześnie. To, co było początkowo niewielką wadą, drobną różnicą, teraz jest tak dużym problemem, że zaczyna przesłaniać zalety partnera. Wyrozumiałość ustępuje miejsca złości i krytyce.
Oddalanie się od siebie powoduje, że coraz bardziej tracimy się z oczu. Coraz mniej mamy dla siebie uwagi, cierpliwości, troski, coraz dotkliwiej w nasze relacje wkrada się rutyna. Poczucie, że doskonale znamy siebie nawzajem jest zgubne - może ono doprowadzić do tego, że przestajemy ze sobą rozmawiać i uważnie słuchać. Czytamy sobie w myślach, dopowiadamy to, czego partner nie powiedział. Osiągamy w tym taką biegłość, że rozmowa staje się zbędna – przecież i tak wiem co on/ona myśli na ten temat, i tak wiem, co powie. Efekt? Mamy kontakt nie z partnerem - realnym człowiekiem, ale z jego obrazem w naszej głowie, a to utrudnia bycie ze sobą blisko. Zdarza się, że po kilku latach oboje partnerzy zastanawiają się: kim jest człowiek obok mnie? Czy to właśnie z nim/nią się wiązałem/wiązałam?

Rozmowa drogą

Czasami partnerzy oddalają się od siebie w wyniku jakichś rodzinnych wydarzeń, np. narodzin dziecka. Kobieta zaangażowana w opiekę nad niemowlęciem odsuwa partnera, bo nie ma dla niego ani czasu ani siły. Takie chwilowe zachwianie proporcji uczuć w związku nie jest dla niego zagrożeniem. Gdy dziecko dorośnie i stanie się coraz bardziej samodzielne, rodzice mogą wrócić do wcześniejszej intymności. Gorzej, gdy partnerzy są zbyt silnie przywiązani do swoich rodzicielskich ról. Dziecko zabiera wówczas całą przestrzeń, w której dotychczas mieścił się partner. Stąd tylko krok do rozmów wyłącznie o tym, kto i co ma załatwić z dzieckiem, gdzie i na jakie zajęcia ma je zawieźć, ustaleń kto tym razem idzie na wywiadówkę... On przestaje być mężem/partnerem a staje się wyłącznie ojcem dziecka, ona już nie jest żoną/partnerką a wyłącznie matką dziecka. Co wtedy? Jak zmniejszyć dystans, wrócić do siebie?

Najprostszą drogą jest rozmowa, a jej rola nie do przecenienia. Codziennie wymieniamy między sobą dziesiątki różnych informacji, ale gdy przefiltrujemy te rozmowy okaże się, że niewiele dotyczy bezpośrednio naszych uczuć, przeżyć, naszej relacji. Czy słuchając partnera potrafimy odrzucić uprzedzenia, nie zakładać niczego z góry? Czy jesteśmy ciekawi, co partner tak naprawdę myśli na dany temat? Może kiedy zapomnimy na chwilę o swojej dotychczasowej „wiedzy” na temat partnera, uda nam się go usłyszeć na nowo, może wyraźniej zabrzmią te informacje i uczucia, które dotychczas nie mogły dojść do głosu? Takie podejście wymaga w miarę neutralnej postawy wobec drugiej osoby, bez osądzania jej i kategoryzowania. Wymaga uważności, wrażliwości i taktu. O tym co bolesne, delikatne, kruche i intymne można mówić tylko w bezpiecznych warunkach. Wtedy jest szansa na poznanie siebie nawzajem i stworzenie faktycznej bliskości.

Takie szczere rozmowy niosą ze sobą również pewne ryzyko. Może się bowiem okazać, że mąż/żona, partner/partnerka są innymi ludźmi niż dotychczas sądziliśmy. Może się okazać, że nasze światy tak bardzo się różnią, że wspólne bycie jest zbyt trudne. Stajemy wówczas przed pytaniem: czy chcemy być razem, czy decydujemy się na dalsze wspólne życie? To trudne rozmowy, jednak ich owocem może być związek silniejszy, bliższy i  prawdziwszy...

Martyna Figurska - psycholog, psychoterapeutka, terapeutka uzależnień