Adres: ul. Wilcza 31 m.7 kl.A (IV p.)
  00-544 Warszawa
Telefon: 535 880 065
  502 567 840
 Adres e-mail:  sekretariat@pratir.pl

Rejestracja jest czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00-20.00.

RODO

  •  
  •  

Blisko nie za blisko - Martyna Figurska

Czasami więź, jaka powstaje z subtelnej nici łączącej dwoje ludzi, zmienia się w gruby sznur, którym partnerzy oplatają siebie i więżą. Boją się, że kiedy trochę poluzują, obiekt miłości zniknie. Skąd bierze się ten lęk? Jak znaleźć równowagę między bliskością a autonomią?

tekst: MARTYNA FIGURSKA

Tworzenia relacji z innymi uczymy się od pierwszych chwil życia. Pierwszą z nich jest relacja z matką i więź jaka wówczas powstaje. Utrzymywanie bliskości z opiekunem, radzenie sobie z rozłąką z nim, doświadczanie radości po jego powrocie to fundamenty modelu relacji w dorosłym życiu, szczególnie w bliskich, intymnych związkach. Dzieci, które doświadczały fizycznej obecności matki, jej empatycznego, wrażliwego reagowania na ich potrzeby tworzą sobie jej wewnętrzną reprezentację, dzięki czemu potrafią poradzić sobie z krótką rozłąką z matką. Dzieci, których potrzeby nie były adekwatnie zaspokajane, a matka nie była obecna w wystarczającym stopniu przeżywają znacznie silniejszy lęk podczas rozstania z nią i gorzej radzą sobie z jej nieobecnością.

Wzorce przywiązania, na bazie których tworzymy związki w dorosłym życiu, kształtują się do ok. trzeciego roku życia. Po tym okresie są względnie stabilne, choć mogą ulec zmianie pod wpływem nagłych silnych wydarzeń lub w wyniku długiego i systematycznego doświadczania innych przeżyć. Style tworzenia więzi zostały podzielone na trzy podstawowe kategorie: styl ufny, styl lękowo-ambiwalentny i styl unikający.

Unik, ufność czy lęk?

Styl ufny charakteryzuje się swobodą w bliskim kontakcie. Osoby prezentujące ten styl nie boją się tworzenia więzi i wynikającej stąd zależności. Wrażliwie reagują na innych, potrafią się nimi troskliwie opiekować. Rozumieją miłość jako trwałe, obecne uczucie w ich życiu a innych ludzi spostrzegają jako wrażliwych, zrozumiałych, działających z pozytywnymi intencjami. Związki takich ludzi są dla nich źródłem satysfakcji, radości, poczucia bezpieczeństwa. Potrafią rozwiązywać konflikty i konstruktywnie radzą sobie z trudnościami.

Osoby, dla których w dzieciństwie matka nie była dostępna, nie reagowała na ich sygnały o potrzebie zbliżenia do niej, zwykle charakteryzują się stylem przywiązania unikającym. Boją się bliskich związków i unikają intymności. We własnych oczach uchodzą za ludzi silnych i niezależnych, choć jednocześnie nieświadomie doświadczają siebie jako bezradnych i zależnych od innych. Uważają, że miłość to rzadko występujące zjawisko, które z czasem się wypala. Unikają emocjonalnego zbliżenia, by chronić się przed zranieniem przez innych ludzi, a także przed uświadomieniem sobie własnej potrzeby kontaktu z nimi. Takie osoby z trudem tworzą związki, najczęściej poprzestają na krótkich znajomościach, by nie dopuścić do głębszego zaangażowania uczuciowego.

Osoby o stylu lękowo-ambiwalentnym w dzieciństwie przeżywały niepewność dotyczącą  emocjonalnej i/lub fizycznej dostępności matki. Matka zjawiała się jako dość troskliwa opiekunka, z którą dziecko czuło się bezpiecznie, po czym niespodziewanie znikała - fizycznie (np. często wyjeżdżała) lub emocjonalnie (z jakiegoś powodu przestawała dawać emocjonalne bezpieczeństwo, przestawała adekwatnie reagować na emocje i przeżycia dziecka w takim stopniu jak wcześniej). Takie sytuacje częste są także w rodzinach alkoholowych, gdzie okresy abstynencji przeplatane są okresami picia. Dorosłe Dzieci Alkoholików potrzebują dużej bliskości w związku, a jednocześnie nie czują się w nim bezpiecznie. Boją się odrzucenia ze strony partnera i bardzo czujnie reagują na potencjalne przejawy nadchodzącego kryzysu czy sygnały o chęci rozstania. Ponieważ same nie mają pewności czy zasługują na miłość, domagają się ciągłych zapewnień uczuć i dowodów zaangażowania ze strony partnera. Takie związki zwykle mają burzliwy przebieg - namiętność przeplata się z gwałtownymi rozstaniami, a amplituda uczuć bywa ogromna. Paradoksalnie, im większa potrzeba bliskości w takiej relacji, tym większy lęk przed bliskością. Krok ku drugiej osobie związany jest ze wzrostem napięcia. By je zredukować potrzebny jest krok oddalający od niej.

Głód akceptacji

Każdy, kto był kiedyś zakochany doświadczył stanu niezwykłej tęsknoty za bliskością z drugą osobą. To właśnie na tym etapie jest on przeżywany najintensywniej. Odwzajemnione uczucie daje szansę na doświadczenie bliskości, zjednoczenia, nieomal metafizycznego połączenia dusz. Po tym etapie związek przechodzi kolejną fazę budowania trwałej relacji - granice związku stają się wtedy nieco bardziej elastyczne, dzięki czemu możliwa jest więź, współpraca i emocjonalna wymiana ze światem zewnętrznym. Bywa, że jedno z partnerów przeżywa zewnętrzny świat i otoczenie jako zagrażające, ponieważ ich istnienie oznacza, że jakaś część uczuć i uwagi ukochanego/ukochanej będzie zaangażowana w świat zewnętrzny. Choć rozum podpowiada, że żyjąc w społeczeństwie musimy się z nim kontaktować, emocje buntują się przeciwko konieczności dzielenia się uwagą partnera z kimkolwiek lub czymkolwiek. Takie osoby swoim zachowaniem wysyłają komunikat: „Tylko mnie kochaj” lub też „Tylko na mnie patrz/tylko mnie słuchaj”... Bacznie obserwują partnera, a gdy skieruje swoją uwagę na inne obszary, uznają to za dowód jego nielojalności, braku miłości i odrzucenia. Trudno im uwierzyć, że mogą być kochane, najbezpieczniej czują się trwając w poczuciu „jedności emocjonalnej” z drugą osobą. Partner musi myśleć, zachowywać się, żyć tak jak one. Ciągle czytają mu w myślach i oczekują, że partner sam odgadnie ich potrzeby, a gdy tak się nie dzieje czują się bardzo rozczarowane i wątpią w to, czy rzeczywiście są kochane. Wciąż dopytują i domagają się potwierdzenia uczucia, co jest bardzo męczące dla obu stron, ponieważ ukojenie obaw jest zawsze chwilowe i po jakimś czasie niepewność się odradza. Takie osoby mają nadzieję, że wreszcie zaznają spokoju i poczucia bezpieczeństwa u boku kogoś, kto będzie okazywał im absolutną miłość i akceptację. Kłopot w tym, że przeżywany lęk powstał w wyniku specyficznej relacji z matką i to ona jest osobą, która mogłaby ten lęk zniwelować, a przecież dzieciństwa nie da się cofnąć.

Te rozstania i powroty

Gdy jeden z partnerów wciąż domaga się potwierdzania łączącej ich miłości, drugi może się tym czuć znużony i zniechęcony, a w efekcie czuć coraz większą złość. Zamiast czułych słów słyszy wyrzuty i ciągle jest wpędzany w poczucie winy. Jeśli on sam charakteryzuje się stylem przywiązania ufnym, ma szansę zmienić - swoim emocjonalnym wsparciem i stabilnością uczuciową - wzór tworzenia więzi u partnera. Jeśli natomiast związek tworzą dwie osoby o podobnie lękowo-ambiwalentnym wzorcu, taka karuzela uczuć może nie mieć końca. Próba zerwania relacji okazuje się bardzo bolesna, bo oddalenie się od siebie interpretowane jest jako całkowite odrzucenie i brak akceptacji. Po zerwaniu powstaje uczuciowa pustka, która także budzi lęk. Chcąc go zaspokoić osoby o takim wzorcu przywiązania gorączkowo poszukują kogoś, z kim znów mogłyby się związać, nierzadko jest to ten sam partner, z którym przed chwilą zerwały.

W takich związkach walka toczy się nie tylko o uczucia, ale także o zachowanie kontroli. Małe dziecko nie jest w stanie kontrolować matki i wpływać na jej zachowanie, jest całkowicie od niej zależne, a niepewność wynikająca z nieprzewidywalności jej zachowań jest bardzo trudna. W dorosłym życiu sprawowanie kontroli nad otoczeniem daje zatem takiej osobie poczucie, że nic niespodziewanego i przykrego się już nie wydarzy. Jednocześnie bardzo dotkliwe są dla niej wszelkie sygnały, które odczytuje jako brak zaangażowania emocjonalnego partnera i nieustannie podejmuje starania, by nie dać się zranić. Lepiej odejść zawczasu niż być zostawionym/opuszczonym/ odrzuconym. Stąd też tendencja do przedwczesnego zrywania znajomości lub reagowania ucieczką przy sygnałach ze strony partnera interpretowanych jako jego chęć odejścia.

Silny lęk przed opuszczeniem i potrzeba bliskości emocjonalnej mogą prowadzić do uniemożliwienia partnerowi jakiegokolwiek samodzielnego ruchu.

Strategie stosowane najczęściej, gdy narasta w związku napięcie – próba kontroli partnera, wybuchy zazdrości, wyrzuty o niewystarczająco mocną miłość o zbyt małe okazywanie uczuć, a także wzbudzanie u niego poczucia winy – z czasem wypalają się nie przynosząc spodziewanego efektu. U osób o lękowo-ambiwalentnym wzorcu przywiązania pogłębia się niska samoocena i brak wiary w to, że zasługują na miłość, co powoduje coraz większą frustrację. Ani partnerzy nie są w stanie zaspokoić do końca ich potrzeb, ani one same nie mogą zaspokoić potrzeb partnerów, ponieważ nie mają do tego wystarczających zasobów.

Tożsamość bez tańca

Niektóre pary w „tańcu” oddalania się i zbliżania do siebie trwają wiele lat. Jakby między partnerami znajdowała się niewidzialna sprężyna, kurcząca się - kiedy zbliżają się do siebie, i odskakująca - kiedy są zbyt blisko. Gdy amplituda uczuć staje się zbyt gwałtowna, związek rozpada się, a rozstanie jest tym bardziej bolesne, że potwierdza tezę, której tak bardzo boją się osoby o lękowo-ambiwalentnym sposobie tworzenia więzi: bliskość emocjonalna z drugą osobą jest krucha i może w każdej chwili ulec przerwaniu.

Sposoby, w jaki tworzą relacje z innymi jest pewną stałą tendencją, więc w kolejnych związkach powtarzają podobny wzór. Szansą na zmianę jest spotkanie i nawiązanie relacji z kimś o stabilnym sposobie budowania związku - choć nie ma gwarancji, że ta zmiana się powiedzie.

Inną drogą jest podjęcie refleksji nad tym, co się ze mną dzieje w bliskich relacjach. Jak ja je przeżywam? Czego oczekuję od mojego partnera? Czego się boję? Spotkanie ze sobą samym i swoimi uczuciami nie jest łatwe, bowiem doświadczamy wówczas w zwielokrotniony sposób tego, przed czym się bronimy – lęku, niepewności, zależności, poczucia braku własnej wartości. Jednak odkrycie przed sobą tych uczuć pomaga nam pogodzić się z nimi, zaakceptować fakt, że istnieją, co w konsekwencji zmniejsza ich nasilenie. Dzięki temu możliwe jest odkrycie potrzeb i pragnień innych niż tylko tych związanych z byciem z drugą osobą. Czasami oznacza to powolne tworzenie nowej części własnej tożsamości. Efektem są bardziej partnerskie relacje z innymi, będące źródłem siły i poczucia bezpieczeństwa.

Martyna Figurska - psycholog, psychoterapeutka